Blog > Komentarze do wpisu
Sapere audete, biedne skurwysyny! (cz.1)

Jean Baudrillard, jeden z najbardziej ekstatycznych myślicieli francuskich drugiej połowy dwudziestego wieku, pisze: „Nic mniej pewnego dzisiaj niż seks, pomimo uwolnienia jego dyskursu. I nic mniej pewnego od pożądania, pomimo powszechności jego wyobrażeń”.

 

***

 

W sensie bardziej ogólnym, moglibyśmy powiedzieć, że nic mniej pewnego dzisiaj niż wyzwolenie z okowów archaicznych przesądów:

 

pomimo dokonującej się na naszych oczach neo-liberalnej (!!) orgii,

 

pomimo postępującej penetracji i kolonizowania najdalszych zakątków wszechświata i ludzkiej duszy przez wiedzę naukową,

 

pomimo trwającej od dziesięcioleci gwałtownej transformacji wszelkich relacji społecznych.

 

 

***

 

Ileż bowiem razy zdarza się nam słyszeć z ust ludzi „wyzwolonych” rzekomo dobroduszne pytanie: „Czy aby tak wypada?”. Jest to pytanie które wypowiedzieć może tylko najbardziej upodlony, najbardziej przepełniony resentymentem niewolnik. Typ ten nie dość, że uwierzył w swej naiwności w uniwersalistyczne roszczenia drogich mu archaicznych przesądów, w ich rzekomą ponadczasowość, neutralność i obiektywność, to jeszcze próbuje wykorzystać te „trwalsze niż ze spiżu” mądrości do tego, by wymusić konformizm na ludziach mało dbających o tak pojmowane decorum. Mało tego, gdy niewolnik chce wtłoczyć zdrowszych od siebie w odrażające koleiny konformizmu, nie domyśla się, że ważniejsze od przywrócenia światu małostkowego porządku, jest dla niego narzucenie silniejszym jego cherlawej i egzystencjalnie słabej woli. Życie takiego niewolnika to karykatura i nieporozumienie: myli się on co do natury swoich przesądów, myli się co do swoich motywacji, myli się także sądząc, że słabszą wolę można ludziom uduchowionym narzucić. Nie czytał widać Nietzschego.

 

Czy aby tak wypada?” Ileż razy zdarza nam się słyszeć to pytanie z ust osób wykształconych, uznających siebie za oczytanych, uznających siebie za poważnych partnerów w rozmowie? Pytanie, które ukazuje do bólu jak bardzo osoby te są niewolnikami archaicznych przesądów, jak bardzo przerażone są możliwością wzięcia w swoje ręce odpowiedzialności za swoje czyny i los, a wreszcie obnażające to, o ile ważniejsze jest dla nich konformistyczne leżakowanie w ciepłych zakamarkach konwencji, niż eksperymentowanie z potencjałem, jaki leży w Człowieku. Osoby te zamiast odważyć się myśleć za siebie i oddać się kreatywności, wolą spędzać swoje dni rozważając głośno – a na domiar złego próbując bezwstydnie zainteresować ludzi uduchowionych tymi rozważaniami, marnując przede wszystkim czas i zdrowie psychiczne tych ostatnich – zupełnie nieistotne z punktu widzenia Kosmosu kwestie pieniążków, rachuneczków, procencików i innych malutkich duperelków.

 

Czy aby tak wypada?” W ten zawoalowany sposób niewolnik ukazuje całą swą miernotę i najgorszy rodzaj egzystencjalnego tchórzostwa. Ilekolwiek książek by nie przeczytał, i jakkolwiek by się nie zapierał, jest on tylko cherlawym stworzonkiem, które robi w gacie rzadką srakę na myśl o Kosmosie. Przy czym strach ten zmieszany jest częstokroć z chorobliwym intelektualnym lenistwem, z ostatnią fazą mentalnej degeneracji. Niewolnik boi się świata, ale jeszcze bardziej boi się intelektualnego wysiłku, który niezbędny jest, by świat ten zacząć zgłębiać. Niewolnik ten ślizga się po powierzchni zjawisk, stron książek, zagadkowych myśli, nieznanych zapachów. On nie czyta literatury, a z pewnością jej nie rozumie: on chowa się w literaturę, tak jak chowa się w inne tury. Strach przed egzystencją i strach przed myśleniem egzystencji, oto najważniejsze cechy charakterystyczne tych niewolników, „wyzwolonych” przeciętniaków. Sapere audete, biedne skurwysyny, sapere audete!

 

 

 

 

 

U.B.

środa, 20 kwietnia 2011, forfiterydwa

Polecane wpisy